Przy okazji poranku na campingu w Rydze warto wspomnieć o pogodzie. Ta która nam towarzyszy przypomina bardziej śródziemnomorską. Słońce, temperatura około 28 stopni w cieniu.
Poranna kawa, prysznic i znów w drogę.
Po drodze zjechaliśmy kawałek szutrową drogą nad brzeg Bałtyku. Krótka przerwa na jedzenie i kąpiel. Ale tu niemiła niespodzianka. Monika znana z kąpania się we wszelkich akwenach niezależnie od temperatury coś dość długą chwilę brodziła po kolana w wodzie. Ale jednak zaczęła pływać. Drugi do wody wszedł Bartek. Mimo, że to marynarz, nie wytrzymał większego zanurzenia niż po kolana i szybko wyskoczył z wody. Stwierdził, że woda jest lodowata. Ja (KaeM) postawiłem sobie za punkt honoru wejść do morza. Powiem tak, w tej wodzie nie było zimno, stanie w niej bolało. Dłuższą chwilę walczyłem z oporem ale w końcu się udało. Zanurzyłem się i krótko popływałem. Zaliczone. Długo nie dało się pływać bo skóra szybko nabierała dziwnych kolorów :).
Estonia dała nam lekką zmianę krajobrazu. Więcej zakrętów, więcej drzew. I tak w pełnym słońcu dotarliśmy do Tallina. Termometr przy drodze pokazywał 28 stopni.
Do portu dojechaliśmy około 19. Najbliższy prom do Helsinek odpływa o 21. Bilety po 78 euro od pary na motocyklu. Żołnierz jako samotny jeździec zapłacił 48 euro. Na promie czas szybko zleciał. Po jednym piwku (w Finlandi dopuszczalny poziom alkoholu we krwi to 0,5 promila) i po 2 godzinach około 23 wyjeżdżamy na fiński ląd. Jechaliśmy wdłuż wybrzeża szukając miejsca na nocleg. Zainstalowaliśmy się około północy na skraju plaży jednej z wielu niewielkich zatoczek. Mimo późnej pory kładliśmy się spać przy wciąż dość jasnym niebie.
środa, 7 lipca 2010
poniedziałek, 5 lipca 2010
Dzień 2. Orzysz - Łotwa (Ryga)
W niedziele rano została odpalona rosyjska maszynka do gotowania i po porannej kawce ruszyliśmy do granicy. O Litwie niewiele można napisać. Długie, proste odcinki drogi, po obu stronach równiny po horyzont, czasami mały lasek albo pola z kwitnącym rzepakiem. Ogólnoe dla nas droga przez Litwę była dość nudna i monotonna. Choć jedno trzeba przyznać, droga via baltica jest dobrej jakości. Komunikat z nawigacji - typu - 160 km prosto trzeba traktować dość dosłownie :)
Przejazd przez granicę do Łotwy niewiele zmienił. Dalej mkneliśmy długimi prostymi z monotonnymi widokami. Nasz cel na ten dzień - Ryga, wprowadził nieco urozmaicenia. Dotarliśmy dość późno po nawinięciu ponad 490 km. Zainstalowaliśmy się na miejskim campingu. Trójka z nas postanowiła zwiedzić zachwalaną przez wiele osób, starówkę. Po przejściu przez spory podwieszany most, zanurzyliśmy się dosłownie w labiryncie uliczek centrum. Nie trzeba było długo czekać aby ogarnęła nas magia tego miejsca. Starówka faktycznie jest ciekawa. Zaskoczyła nas pustka w tych prześlicznych uliczkach. Niedzielny wieczór, a tu tylko nieliczni przechodnie. Jednak po chwili gdy dotarliśmy do jednego z kilku placów, okazało się jak i gdzie ludzie spędzają tu czas. Każdy z placów wypełniony był muzyką graną na żywo przez różne kapele. Wokół rozstawionych mnóstwo krzeseł i stolików przy których, w centralnym miejscu barek z wszelkimi alkoholami, obok parkiet na którym można potańczyć. Atmosfera naprawdę bardzo miła. Po zdegustowaniu jednego z lokalnych piw wróciliśmy na camping odpocząć. Rano ruszamy do Estonii.
Przejazd przez granicę do Łotwy niewiele zmienił. Dalej mkneliśmy długimi prostymi z monotonnymi widokami. Nasz cel na ten dzień - Ryga, wprowadził nieco urozmaicenia. Dotarliśmy dość późno po nawinięciu ponad 490 km. Zainstalowaliśmy się na miejskim campingu. Trójka z nas postanowiła zwiedzić zachwalaną przez wiele osób, starówkę. Po przejściu przez spory podwieszany most, zanurzyliśmy się dosłownie w labiryncie uliczek centrum. Nie trzeba było długo czekać aby ogarnęła nas magia tego miejsca. Starówka faktycznie jest ciekawa. Zaskoczyła nas pustka w tych prześlicznych uliczkach. Niedzielny wieczór, a tu tylko nieliczni przechodnie. Jednak po chwili gdy dotarliśmy do jednego z kilku placów, okazało się jak i gdzie ludzie spędzają tu czas. Każdy z placów wypełniony był muzyką graną na żywo przez różne kapele. Wokół rozstawionych mnóstwo krzeseł i stolików przy których, w centralnym miejscu barek z wszelkimi alkoholami, obok parkiet na którym można potańczyć. Atmosfera naprawdę bardzo miła. Po zdegustowaniu jednego z lokalnych piw wróciliśmy na camping odpocząć. Rano ruszamy do Estonii.
start
Wystarczy wsiąść na motor i odpalić silnik a świat wchodzi na wysokie obroty i zaczyna kręcić się jak opętany. Pierwsza kawa nad Śniardwami, druga tura wyborów w Ełku, pierwsze wersy Inwokacji na granicy litewskiej, druga kawa gdzieś w polach za Niemnem a wieczorne piwo na przepięknym Starym Mieście w Rydze.
Ale po kolei.
jako oficjalny punkt startu wybraliśmy Orzysz, a dokładniej - mieszkanie Abu. Tu zjechaliśmy z różnych stron Polski. Pierwszy zjawił się luca, który w ostatniej chwili dostał urlop i postanowił do nas dołączyć. Nasz zjazd w Orzyszu przeciągnął się do późnych godzin, więc postanowiliśmy przenocować nad jez. Śniardwy. Rozbiliśmy obóz ciemnościach. Stąd ruszymy w niedzielę w kierunku granicy. Oczywiście po porannej kawie :)
Ale po kolei.
jako oficjalny punkt startu wybraliśmy Orzysz, a dokładniej - mieszkanie Abu. Tu zjechaliśmy z różnych stron Polski. Pierwszy zjawił się luca, który w ostatniej chwili dostał urlop i postanowił do nas dołączyć. Nasz zjazd w Orzyszu przeciągnął się do późnych godzin, więc postanowiliśmy przenocować nad jez. Śniardwy. Rozbiliśmy obóz ciemnościach. Stąd ruszymy w niedzielę w kierunku granicy. Oczywiście po porannej kawie :)
piątek, 25 czerwca 2010
W koło jest wesoło
Dlaczego ludzie upodobali sobie podróżowanie dookoła? Od wieków kręcą się jak bąki, jak dzieciaki na karuzeli, po wszystkich możliwych okolicach, byle w kółko. Skąd w ogóle wzięło się słowo "okolica"? Wg słownika języka polskiego, to "obszar rozciągający się DOOKOŁA jakiegoś miejsca"
Odkąd wynaleziono koło, jazda w kółku okazała się naszą druga naturą. Albo nawet pierwszą, jeszcze zwierzęcą. Wilki też mają zwyczaj obchodzić nieustannie, czyli w kółko :-) swoje włości, potwierdzając aktualne wpisy do ksiąg wieczystych własności terenu.
Idąc za ich tropem, brytyjscy koloniści mieli zwyczaj, zaraz po wylądowaniu na nowej wyspie, obchodzić w uroczystym orszaku całą okolicę, biorąc ją w ten sposób w posiadanie. Strach pomyśleć, co jeszcze by zagarnęli, posiadając motocykl...
Dwa motocyklowe kółka obudziły w ludzkości wielkie pokłady możliwości. Obudziły nowego człowieka. To był wielki krok (a raczej obrót koła) w dziedzinie rozwoju rodzaju ludzkiego.
Raczkujący homo motocyklitus wykonuje swój pierwszy w życiu objazd dookoła domu, bloku. Potem rozpędza się wokół komina (to na Śląsku), rozkręca prędkościomierz wokół jeziora, stawu, góry (co tam ma pod manetką). Bierze się za okrążanie miasta i kraju... Zostawiając sobie zawsze w duszy miejsce na wymarzoną rundę wokół wielkiej kuli świata. All around wszystkiego.
Nasze motocykle upatrzyły sobie okolicę Bałtyku. Ponieważ cały obszar jest już rozparcelowany przez kilka narodów, nie mamy nadziei na zdobycie nowych terenów dla Rzeczpospolitej. Po prostu przejedziemy sobie przez Litwę, Łotwę i Estonię, prześliźniemy się do Finlandii, a potem okręcimy ten kraj wokół opon. Zajrzymy do Szwecji, przekołujemy mostem na druga stronę morza do Danii i Niemiec, aby pomyślnie wylądować w ramionach ojczyzny.
Taki jest plan. I dwa tygodnie urlopu. I nadzieja na pomyślną pogodę, na piękne widoki. Fiordy jedzące z ręki; słońce, które nie ma ochoty zachodzić; Św. Mikołaja w czerwonych kąpielówkach...
Zobaczymy, jak potoczy się ta przygoda z surową przyrodą, gdzie w każdej chwili może wyskoczyć ze ściany lasu renifer, łoś albo policjant z radarem... Zobaczymy na własne oczy. A jeśli ktoś zapragnie ujrzeć to, co my, zapraszamy do śledzenia zdjęć i relacji z wyprawy.
Odkąd wynaleziono koło, jazda w kółku okazała się naszą druga naturą. Albo nawet pierwszą, jeszcze zwierzęcą. Wilki też mają zwyczaj obchodzić nieustannie, czyli w kółko :-) swoje włości, potwierdzając aktualne wpisy do ksiąg wieczystych własności terenu.
Idąc za ich tropem, brytyjscy koloniści mieli zwyczaj, zaraz po wylądowaniu na nowej wyspie, obchodzić w uroczystym orszaku całą okolicę, biorąc ją w ten sposób w posiadanie. Strach pomyśleć, co jeszcze by zagarnęli, posiadając motocykl...
Dwa motocyklowe kółka obudziły w ludzkości wielkie pokłady możliwości. Obudziły nowego człowieka. To był wielki krok (a raczej obrót koła) w dziedzinie rozwoju rodzaju ludzkiego.
Raczkujący homo motocyklitus wykonuje swój pierwszy w życiu objazd dookoła domu, bloku. Potem rozpędza się wokół komina (to na Śląsku), rozkręca prędkościomierz wokół jeziora, stawu, góry (co tam ma pod manetką). Bierze się za okrążanie miasta i kraju... Zostawiając sobie zawsze w duszy miejsce na wymarzoną rundę wokół wielkiej kuli świata. All around wszystkiego.
Nasze motocykle upatrzyły sobie okolicę Bałtyku. Ponieważ cały obszar jest już rozparcelowany przez kilka narodów, nie mamy nadziei na zdobycie nowych terenów dla Rzeczpospolitej. Po prostu przejedziemy sobie przez Litwę, Łotwę i Estonię, prześliźniemy się do Finlandii, a potem okręcimy ten kraj wokół opon. Zajrzymy do Szwecji, przekołujemy mostem na druga stronę morza do Danii i Niemiec, aby pomyślnie wylądować w ramionach ojczyzny.
Taki jest plan. I dwa tygodnie urlopu. I nadzieja na pomyślną pogodę, na piękne widoki. Fiordy jedzące z ręki; słońce, które nie ma ochoty zachodzić; Św. Mikołaja w czerwonych kąpielówkach...
Zobaczymy, jak potoczy się ta przygoda z surową przyrodą, gdzie w każdej chwili może wyskoczyć ze ściany lasu renifer, łoś albo policjant z radarem... Zobaczymy na własne oczy. A jeśli ktoś zapragnie ujrzeć to, co my, zapraszamy do śledzenia zdjęć i relacji z wyprawy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)












