Poranek przywitał nas deszczem. Ale odczekaliśmy trochę i znów dane nam było ruszać na sucho. Dojechaliśmy do Malmo, a właściwie minęliśmy obwodnicą. Przed wjazdem na most odczekaliśmy chwilę pod dachem aż ustanie mały przelotny deszcz. Trzeba przyznać, że most łączący Szwecję z Danią robi wrażenie. Prawie 8 km jazdy wysoko nad powierzchnią morza z kraju do kraju. Potem kawałek sztucznej wyspy i wjazd do tunelu pod kolejnym fragmentem. Też był imponujący. Długi zjazd w dół potem wspinaczka pod górkę. Człowiek czuje się przy takich budowlach malutki i bezbronny :)
Wjechaliśmy do centrum Kopenhagi żeby pomacać po cyckach ichniejszą syrenę i tu tzw zonk. Syreny niet. Pojechała do Shanghaju na wystawę. W jej miejsce stanął telebim na którym wyświetlany był obraz z wystawy. No to foty na tle ekranu i tyle.
W Kopenhadze nasza trasa się rozdzieliła. Dorplasy i żołniesz nawijają lądem przez Danię i Niemcy, a my (kaem i emma) w dół do Gedser i stamtąd promem kawałek (50 km) do Rostock. W ten sposób zaoszczędzimy jeden dzień i ok. 500 km. Jeden z powodów to kiepski stan naszej tylnej opony, a drugi to plan domknięcia do soboty pętli bałtyckiej wzdłuż polskiego wybrzeża. Zaczniemy jutro od Świnoujścia szlakiem latarni morskich. Podczas pożegnania Bartek oznajmił, że jego żart, który miał być odwetem za moje liczne żarty robione podczas całej wyprawy, polegał na tym, że nic nie zrobił. Ja się miałem tylko nad tym głowić. W sumie trzeba przyznać , że w ramach odwetu pomysł dobry, trochę przetrzymany ale ok. Nerwy mnie poniosły dzień wcześniej ze zmęczenia. Całą wspólną wyprawę i czas spędzony razem oceniamy jak najbardziej pozytywnie. Raczej każdy z nas miał jakiś gorszy dzień ale ogólnie było naprawdę w porządku. Z rodziną nie wytrzymałbym chyba 2 tygodni a tu nie było problemu :)
Po pożegnaniu Monika i Ja pojeździliśmy jeszcze chwilę po centrum Kopenhagi. Miasto bardzo nam się podoba. Fajny żeglarski klimat. Przyjazne kierowcom, wszędzie można wjechać, a ruch mały. Pewnie dlatego, że większość mieszkańców porusza się na co dzień rowerami. Tych wszędzie tu pełno.
Dla nas ten dzień skończył się gdzieś kilkadziesiąt kilometrów za Rostock na trawie jakiejś niemieckiej mariny. Dorplasy raportowały w smsie, że śpią w Danii przed granicą z Niemcami i piją już normalne piwko 5 procentowe :)
czwartek, 15 lipca 2010
środa, 14 lipca 2010
Dzień 12
Droga wzdłuż jeziora początkowo była dość ciekawa. Droga wiła się wśród brązowych skał. Czasem odsłaniał się widok na jezioro. Jest spore. Nasze Śniardwy przy nim są jak mały staw.
Dorplas i żołnierz byli zadowoleni z jazdy, ja powiem szczerze byłem dziś wykończony. Te 11 dni jazdy dały dziś o sobie znać. Dziś po przejechaniu prawie 500 km prędkość w granicach setki wydawała mi się zbyt duża. Czułem jakbym już przysypiał na motorze. Skrzynki pocztowe stojące przy drodze zaczęły mnie straszyć. Nie pomagała mi też myśl o tym co żołnierz oznajmił mi dziś w czasie jazdy. Chwalił się że zmalował przy mojej maszynie jakiś dowcip, ale nie chciał powiedzieć co. Przy tym zmęczeniu dodatkowo mnie to stresowało. Głównie z powodu mojego zmęczenia około 80 km przed Malmo zatrzymaliśmy się na nocleg. Miejsce przy kolejnym małym jeziorku. Jest tu mały, drewniany pomost, woda płytka. Do pomostu przywiązany jest termometr zanurzony w wodzie. Wg jego wskazań woda ma temperaturę 28 stopni. Wszyscy oprócz żołnierza skorzystali z kąpieli. On pomoczył się wcześniej w jeziorze Vattern. Po zmroku, bo tu już jest zmrok, osaczają znów komary. Off w ruch i wkrótce potem do namiotów i dobranoc.
Dorplas i żołnierz byli zadowoleni z jazdy, ja powiem szczerze byłem dziś wykończony. Te 11 dni jazdy dały dziś o sobie znać. Dziś po przejechaniu prawie 500 km prędkość w granicach setki wydawała mi się zbyt duża. Czułem jakbym już przysypiał na motorze. Skrzynki pocztowe stojące przy drodze zaczęły mnie straszyć. Nie pomagała mi też myśl o tym co żołnierz oznajmił mi dziś w czasie jazdy. Chwalił się że zmalował przy mojej maszynie jakiś dowcip, ale nie chciał powiedzieć co. Przy tym zmęczeniu dodatkowo mnie to stresowało. Głównie z powodu mojego zmęczenia około 80 km przed Malmo zatrzymaliśmy się na nocleg. Miejsce przy kolejnym małym jeziorku. Jest tu mały, drewniany pomost, woda płytka. Do pomostu przywiązany jest termometr zanurzony w wodzie. Wg jego wskazań woda ma temperaturę 28 stopni. Wszyscy oprócz żołnierza skorzystali z kąpieli. On pomoczył się wcześniej w jeziorze Vattern. Po zmroku, bo tu już jest zmrok, osaczają znów komary. Off w ruch i wkrótce potem do namiotów i dobranoc.
wtorek, 13 lipca 2010
Dzień 11 - Szwecja w dwóch obliczach
Rano znów słońce. Mieliśmy za mało wody, wystarczyło tylko na kawę. Ruszyliśmy dalej autostradą. Był silny wiatr. Dał popalić. Jazda była męcząca i nudna. Minęliśmy Sztokholm, zatrzymaliśmy się na tankowanie i dłuższy odpoczynek po walce z wiatrem. Spotkaliśmy polaka z Pawłowic mieszkającego w Szwecji. Polecił nam drogę po północnej stronie jeziora Vattern. Podobno bajkowy krajobraz. Postanowiliśmy już teraz zjechać z autostrady i dojechać do jeziora bocznymi drogami. Okazało się to bardzo dobrym pomysłem. Nareszcie znów dało się poczuć klimat Szwecji i jazda była zdecydowanie ciekawsza i mniej męcząca. Zrobiliśmy jeszcze 130 km. W oddali było widać ciemne chmury postanowiliśmy więc zjechać z drogi i poszukać noclegu. Trafiliśmy nad niewielkie jezioro do jakiegoś miejsca z plażą, ubikacjami, boiskiem do siatkówki. Nie było tam jednak żywej duszy. Ponieważ było małe ryzyko deszczu w nocy, namioty stanęły nietypowo - pod dachem :) . Obóz widać na zdjęciu. Trasa przy jeziorze na środę. Sprawdzimy czy rodak nie przesadzał i opiszemy nasze wrazenia.
poniedziałek, 12 lipca 2010
Dzień 9 cd i 10
Niedzielę spędziliśmy na plaży. Niektórzy trochę przesadzili ze słońcem. Sławek dorobił się czerwonych, pikących nóg do wysokości nogawek i czerwonego brzucha i zyskał nową okolicznościową ksywkę - spławik.
W poniedziałek ruszyliśmy dalej na południe Szwecji blisko wybrzeża. Niewiele się działo. Jedynie krajobraz się urozmaicił. Szwecja w tej części jest dość malownicza. Sporo górek wymieszanych z licznymi zatoczkami. Wysepki półwyspy pospinane mostami. Słowem fajnie. Temperatura dała nam dosłownie popalić, ponad 30 stopni w cieniu.
Po przejecjaniu około 400 km obóz powstał znów na dziko przy rzece niedaleko ujścia. Niestety komary były znów dużym problemem.
W nocy popadało ale wtorkowy ranek powitał nas znów słońcem.
W poniedziałek ruszyliśmy dalej na południe Szwecji blisko wybrzeża. Niewiele się działo. Jedynie krajobraz się urozmaicił. Szwecja w tej części jest dość malownicza. Sporo górek wymieszanych z licznymi zatoczkami. Wysepki półwyspy pospinane mostami. Słowem fajnie. Temperatura dała nam dosłownie popalić, ponad 30 stopni w cieniu.
Po przejecjaniu około 400 km obóz powstał znów na dziko przy rzece niedaleko ujścia. Niestety komary były znów dużym problemem.
W nocy popadało ale wtorkowy ranek powitał nas znów słońcem.
niedziela, 11 lipca 2010
Dzień 9 - przerwa
Mała pomyłka w obliczeniach. Wczoraj zakończył się 8 dzień wyprawy. Dziś niedziela i postanowiliśmy zrobić sobie dzień przerwy od jazdy. Pogoda sprzyja plażowaniu.
Nie wspomniałem wcześniej to teraz napiszę, że luca odłączył się od nas w Rydze i pognał w kierunku Nord cap. Zdobył go już i wczoraj pobijając kolejne rekordy kilometrów i czasu jazdy minął nas w nocy. Jedzie w kierunku najbliższego promu do Polski. A my jak to na urlopie, spokojnie robimy po ok. 300 km dziennie. Jutro ruszymy dalej. Na Szwecję mamy 3 dni. Do tej pory pogoda nam sprzyja. Maszyny też nie sprawiły żadnego problemu. Luca w smsie pisał, że chyba rozlatuje mu się łańcuch. Poczekamy na kolejne informacje. Na koniec tego posta wspomnę jeszcze o alkoholu. W finlandii i Szwecji nie ma w sklepach niczego innego niż piwo. Wódki brak. W Szwecji najmocniejsze piwo ma 3,5 % alkoholu. Nieprzyjazne to warunki dla Polaka ;)
Nie wspomniałem wcześniej to teraz napiszę, że luca odłączył się od nas w Rydze i pognał w kierunku Nord cap. Zdobył go już i wczoraj pobijając kolejne rekordy kilometrów i czasu jazdy minął nas w nocy. Jedzie w kierunku najbliższego promu do Polski. A my jak to na urlopie, spokojnie robimy po ok. 300 km dziennie. Jutro ruszymy dalej. Na Szwecję mamy 3 dni. Do tej pory pogoda nam sprzyja. Maszyny też nie sprawiły żadnego problemu. Luca w smsie pisał, że chyba rozlatuje mu się łańcuch. Poczekamy na kolejne informacje. Na koniec tego posta wspomnę jeszcze o alkoholu. W finlandii i Szwecji nie ma w sklepach niczego innego niż piwo. Wódki brak. W Szwecji najmocniejsze piwo ma 3,5 % alkoholu. Nieprzyjazne to warunki dla Polaka ;)
sobota, 10 lipca 2010
Dni 5-7
Z powodu braku czasu, prądu i często dostępu do internetu postanowiłem pisać tylko informacje o miejscach pobytu. Obszerniejsza relacja zjawi się po powrocie.
Po nocy nad fińską rzeką pojechaliśmy do wioski Mikołaja i przekroczyliśmy koło podbiegunowe. Zanocowaliśmy za kręgiem polarnych w obszarze białych nocy nad jeziorem.
Następnego dnia w przydrożnym barze skosztowaliśmy poro, to po fińsku renifer. Nie wiem co na to powiedziałby kolega Mikołaj.
Kolejny dzień to przejazd do Szwecji i nocleg nad zatoczką bałtycką na terenie szweda Erica Johanssona.
Dziś nocujemy nad samym morzem na plaży w okolicach miasta Umea.
Po nocy nad fińską rzeką pojechaliśmy do wioski Mikołaja i przekroczyliśmy koło podbiegunowe. Zanocowaliśmy za kręgiem polarnych w obszarze białych nocy nad jeziorem.
Następnego dnia w przydrożnym barze skosztowaliśmy poro, to po fińsku renifer. Nie wiem co na to powiedziałby kolega Mikołaj.
Kolejny dzień to przejazd do Szwecji i nocleg nad zatoczką bałtycką na terenie szweda Erica Johanssona.
Dziś nocujemy nad samym morzem na plaży w okolicach miasta Umea.
czwartek, 8 lipca 2010
Dzień 4: Helsinki - gdzieś za Jyvaskyle
Kolejny słoneczny poranek. Zaczynamy podejrzewać, że informacje o kiepskiej i deszczowej pogodzie w skandynawii to mit.
Postanowiliśmy nie jechać tego dnia wzdłuż morza tylko przejechać drogą między jeziorami i zanocować przy jednym z nich. Aby zmniejszyć monotonię tej trasy omijamy autostrady i nawijamy asfalt bocznych dróg. Trzeba zaznaczyć, że asfalt bardzo dobrej jakości. Wogóle drogi tu są bardzo dobrze utrzymane. Może dlatego, że ogólnie ruch jest tu znacznie mniejszy niż np w Polsce, a większość kierowców przestrzega ograniczeń prędkości i wolniutko podróżują przez swój mocno zalesiony kraj. Być może w obawie przed bliskim spotkaniem z reniferem czy łosiem. Znaków ostrzegających przed tymi zwierzętami jest tu mnóstwo, ale nam jak dotąd nie było dane się z nimi spotkać. Podobnie dużo jest tu fotoradarów, a np radiowozów policyjnych na drogach prawie wcale.
Ponieważ plan zakładał przejechanie około 300 km i nocleg nad jeziorem, po minięciu miasta Jyvaskyle skręciliśmy w gruntową dróżkę między drzewami i szczęśliwym trafem znaleźliśmy tam fajną trawiastą polankę z dostępem do jeziora.
Po posiłkach każdy zajął się tym czym lubi lub czym musi. Tak więc było pranie ubrań, pływanie w jeziorze, Monika czytała książkę, żołnierz rozwiesił między drzewami hamak, walka z komarami. Potem piwko i podjęcie decyzji o spaniu wynikające z godziny a nie z jasności nieba. Zdjęcie obozu zrobione około północy.
Postanowiliśmy nie jechać tego dnia wzdłuż morza tylko przejechać drogą między jeziorami i zanocować przy jednym z nich. Aby zmniejszyć monotonię tej trasy omijamy autostrady i nawijamy asfalt bocznych dróg. Trzeba zaznaczyć, że asfalt bardzo dobrej jakości. Wogóle drogi tu są bardzo dobrze utrzymane. Może dlatego, że ogólnie ruch jest tu znacznie mniejszy niż np w Polsce, a większość kierowców przestrzega ograniczeń prędkości i wolniutko podróżują przez swój mocno zalesiony kraj. Być może w obawie przed bliskim spotkaniem z reniferem czy łosiem. Znaków ostrzegających przed tymi zwierzętami jest tu mnóstwo, ale nam jak dotąd nie było dane się z nimi spotkać. Podobnie dużo jest tu fotoradarów, a np radiowozów policyjnych na drogach prawie wcale.
Ponieważ plan zakładał przejechanie około 300 km i nocleg nad jeziorem, po minięciu miasta Jyvaskyle skręciliśmy w gruntową dróżkę między drzewami i szczęśliwym trafem znaleźliśmy tam fajną trawiastą polankę z dostępem do jeziora.
Po posiłkach każdy zajął się tym czym lubi lub czym musi. Tak więc było pranie ubrań, pływanie w jeziorze, Monika czytała książkę, żołnierz rozwiesił między drzewami hamak, walka z komarami. Potem piwko i podjęcie decyzji o spaniu wynikające z godziny a nie z jasności nieba. Zdjęcie obozu zrobione około północy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)












































